wtorek, 5 lutego 2013
Rozdział czwarty: Ja będę samobójcą z miłości
Komórka na blacie biurka zawibrowała nagle i młody chłopak na prawdę nie wiedział, kto mógłby wysyłać do niego SMSa o takiej godzinie, jaką była siódma trzydzieści dwie rano. Wsunął na siebie do końca koszulkę, założył kolorowe szelki i podszedł do iPhone'a, przesuwając delikatnie palcem po jego dotykowym ekraniku, zaintrygowany kopertą na jej wyświetlaczu. Harry kiedy nie mógł po niego być, po prostu dzwonił, że go nie będzie. Wiedział, że Styles nie lubi pisać wiadomości - uważał, że zajmują one za dużo jego cennego czasu i zawsze popełniał w nich jakieś błędy, więc często treść była niezrozumiała i w konsekwencji tak czy owak kończyła się rozmową przez telefon i wyjawieniem tego, czego chce od rozmówcy słownie.
Odwracasz się do mnie uśmiechem. Jak ty ładnie się uśmiechasz: prosto w moje serce.
Louis spojrzał zaskoczony na ekranik swojej komórki, delikatnie marszcząc nos. Mimowolnie jednak na jego jasne wargi wpłynął subtelny, niekontrolowany uśmiech, bo przecież komuś się on spodobał. Uśmiech, nie Louis. Zerknął na nadawcę, jednak numer był zastrzeżony. Zawiedziony, pokręcił lekko głową, uważając iż to po prostu zwykła pomyłka i zablokował małe urządzenie, chowając je do torby. Spojrzał przelotnie na budzik stojący na szafce przy łóżku i stwierdził, że Harry powinien już czekać na niego pod domem. Dla pewności jednak odczekał jeszcze dwie minutki i ubrany w koszulkę w szare, poziome paski oraz granatowe rurki podkreślające jego zgrabne i kobiece nieco pośladki, zbiegł na dół. Poprawił opadającą mu z ramienia, pstrokatą szelkę i wsunął na nogi szaro-niebieskie vansy, przeczesując jednocześnie palcami grzywkę, która jeszcze nie zdążyła mieć na sobie śladów farby. Już miał wychodzić z domu, kiedy poczuł na ramieniu dłoń mamy. Spojrzał niepewnie na palce z idealnym manicure zrobionym w jak się domyślał jednym z najdroższych salonów kosmetycznych w tym mieście i zagryzł delikatnie wargę, odwracając się do niej powoli. Po wczorajszej porannej rozmowie nie zamienili ze sobą ani jednego słowa, więc Lou obawiał się tego momentu bardziej, niż poznania nadawcy dziwnego SMSa, który - o dziwo - sprawił, że się uśmiechnął chociaż na tę krótką chwilkę.
- Louis... Czy możemy porozmawiać?
Zapytała cicho kobieta. Nastolatek rzucił jej jedynie nieodgadnione spojrzenie.
- Jest za piętnaście ósma, spieszę się do szkoły.
- Zwolnię Cię dzisiaj z...
Zaczęła, ale chłopak cisnął w nią wręcz piorunami, prychając pod nosem. Czy ona na prawdę tak bardzo nie słuchała własnego syna? Czy dla niej był już tylko kimś, kto zajmuje pokój w jej domu i spędza w nim wieczory? Louis szczerze w to wątpił.
- Nie, mam zaliczenie na malarstwie, o którym mówiłem Ci od dwóch tygodni.
Powiedział cicho, z wyrzutem i podniósł wzrok na jej błękitne oczy podobne do jego samego. Te jednak nie miały w sobie iskierki pasji i ciekawości życia. Strzepnął ze swojego ramienia zatrzymującą go dłoń rodzicielki. Pospiesznie nacisnął na złotą klamkę i wyszedł z domu nie czekając na jej reakcję, ruszając pospiesznie do auta swojego przyjaciela. Nie to, żeby Louis'ego nie było stać na swój samochód czy na kurs prawa jazdy. Wiadome jednak było, że nawet jeśli jakimś cudem zdałby, kiedy tylko wyjechałby na ulicę, mógłby być niebezpieczny. Na przykład mógłby zamyślić się nad jakimś obrazem, albo po prostu pogrążyć w marzeniach, nie zauważając, że sygnalizacja zmieniła kolor na czerwony i samochody przed nim się zatrzymały. Dlatego więc wolał nie ryzykować i jeździć bezpiecznie, z Harrym, który i tak miał po drodze jego dom.
- Cześć mały!
Przywitał się z nim loczek, przytulając go na powitanie.
- Cześć, Harreh.
Odpowiedział cicho Lou, na co mężczyzna cicho westchnął. Odpalił silnik i ulokował zielone tęczówki w swoim najlepszym przyjacielu.
- Mama?
Zapytał posępnie, ale w odpowiedzi uzyskał ciche: Jedźmy.
Harry na prawdę martwił się o swojego kolegę, od kilku dni był taki nijaki, nieswój. A przecież zawsze się uśmiechał, był pogodny i miał po prostu gdzieś zdanie innych. No właśnie... Jedynie zdanie jego oraz jego mamy się liczyło i to bolało Styles'a najbardziej. On starał się go nie zawieść, jednak Jay Tomlinson nie rozumiała tego i wcale nie miała zamiaru wspierać syna. A przynajmniej nie do tego momentu, kiedy jego pasja nie przynosiłaby większych dochodów, które mogłaby wydać w jednym z tych firmowych, drogich sklepów jak na przykład Coco Chanelle czy Gucci'ego. Warknął pod nosem do swoich myśli, co zwróciło uwagę Louis'ego.
- Mówiłeś coś?
Zapytał cicho, wyrwany z zamyślenia, a widząc jak burza czekoladowych loków rozrzuca się na boki w zaprzeczeniu, bez słowa wrócił do opierania się o szybę i pogrążenia we własnych myślach.
Kiedy samochód Harry'ego zatrzymał się na podjeździe, zegarek wskazywał za trzy minuty ósmą. Louis wiedział, że jeżeli chce zdążyć na zajęcia z muzyki musi się teraz pospieszyć. Machnął przyjacielowi, który w odróżnieniu od Tomlinsona, nie przejmował się godziną i niespiesznie kierował w stronę sali od fizyki, ruszając pędem na aulę, gdzie odbywały się zajęcia wokalne. Wpadł do klasy dosłownie pół minuty przed panią profesor. Szybko zajął swoje miejsce i wbił spojrzenie w wielką tablicę z rodzajami nut i gam. Na prawdę nie wiedział co tu robi, w jego mniemaniu nie potrafił ani trochę śpiewać dlatego za każdym razem unikał robienia tego przed całą klasą. Na razie mu to wychodziło. Nauczycielka weszła do pomieszczenia i stukot niebotycznie wysokich obcasów rozniósł się echem po klasie. Malarz skrzywił się nieznacznie na ten dźwięk i spojrzał na blondynkę z włosami upiętymi w wysokiego kucyka i przeglądająca internetowy dziennik lekcyjny. Nerwowo siedział, wiedząc, że za chwilę czeka go czas wyroku. Wiedział, że jest zagrożony z tych zajęć i nie wiedział jak może z tego wyjść, nie ośmieszając się za bardzo. Sprawdzanie obecności ciągnęło się jednak w nieskończoność. Na prawdę nie wiedział, dlaczego sprawdzała ją właśnie teraz. Przecież nigdy tego nie robiła. Chłopak już zaczął podejrzewać, że chce wszystko przedłużyć, kiedy wreszcie zamknęła listę obecności i przeszła do ocen semestralnych, które ciekawiły a jednocześnie przerażały Louis'ego swoim istnieniem.
- Dobrze. Więc sprawa z ocenami na semestr wygląda tak: pan Malik oraz pan Tomlinson, u Was wychodzą oceny niedostateczne. Żaden z was nie zjawił się na żadnym zaliczeniu.
Zaczęła a oczy Louis'ego zrobiły się dwa razy większe. Odszukał spojrzeniem równie przestraszonego Malika, jednak widząc, że i on mu się przygląda, od razu wrócił wzrokiem na nauczycielkę.
- Jeżeli więc nie wezmą panowie udziału w semestralnym pokazie wokalnym.... Obawiam się, iż nie zdadzą panowie z zajęć muzycznych. A są one wymagane na Univerity of Arts panie Tomlinson.
Powiedziała, na co chłopak jedynie pokiwał delikatnie głową i zagryzł dolną wargę. No cóż, najwyżej publicznie się skompromituje, co za różnica? I tak nikt go tu nie lubi. Nie zapominając o osobie, która dzisiejszego ranka wysłała mu SMSa. Na samą myśl o krótkiej wiadomości tekstowej, na wargi chłopaka wstąpił delikatny, nic nie znaczący jednak uśmiech.
Podczas przerwy na lunch usiadł jak zawsze pod wierzbą i szkicował. Różnica była taka, że teraz nie było przy nim Harry'ego, który źle się poczuł i pojechał szybciej do domu. Tak więc resztę dnia miał spędzić w szkole sam, a raczej w towarzystwie swojego notatnika. Przed chwilą wyszedł z zajęć malarskich, które zaliczył na szóstkę, więc miał całkiem dobry humor i oczywiście farbę w każdym możliwym miejscu. To był jednak jego urok, chłopak przez to się wyróżniał i zarażał pozytywną energią, pomimo tej niechęci społeczeństwa do jego osobnego charakteru. Wbijał spojrzenie w to, co wychodziło spod jego palców, które wręcz z namaszczeniem obejmowały kawałek węgla, sunąc nim po białej kartce. Każdy ruch wykonany był z naturalną wręcz precyzją, to wszystko idealnie pasowało do Louis'ego, jakby urodził już się z darem do malowania. Na chwilę przerwał, odkładając wszystko na bok i przymknął powieki, opierając głowę o konar drzewa. Delikatny uśmiech wpełzł mu na wargi, kiedy do jego uszu dotarł wyodrębniony od całego zgiełku śpiew ptaków w koronie drzewa. Gdyby ktoś się zatrzymał i w całym tym zgiełku rozwrzeszczanych uczniów spojrzał na niego, opartego o drzewo i oderwanego od normalnego, codziennego życia, pomyślałby po prostu, że zwariował. Kto przecież jest tak zadowolony i beztroski w środku tygodnia i to jeszcze o dwunastej w południe? Louis jednak nie lubił się martwić i te kilka dni, w których towarzyszyły mu przykre myśli związane z głównym powodem braku obecności własnej matki na jego wystawie, prawdopodobnie były najgorszymi dniami jakie Louis miał w swoim życiu. A przynajmniej zaliczały się do tych najgorszych dni w jego nastoletniej egzystencji, umiejscowione w pierwszej dziesiątce. Nagle jednak promienie ciepłego, majowego słoneczka jakie grzało mu w buzię, zasłonił dziwny kształt. Louis zdziwiony tym stanem rzeczy uchylił powieki, a jego wzrok, padł prosto na czekoladowe tęczówki mulata.
Dla Zayna od rana nie był to przyjemny dzień. Nie dość, że zaspał, to jeszcze Waliyah zajęła mu łazienkę. Zdenerwowany więc chwycił komórkę i odruchowo najechał na kontakt Louis'ego, zastanawiając się chwilę, czy dobrzym pomysłem byłoby wysłanie do niego SMSa o tak wczesnej godzinie. Zagryzł dolną wargę i otworzył pustą wiadomość tekstową, chwilę patrząc się tępo w białe pole. Po chwili przypomniał sobie pierwszy raz kiedy ujrzał uśmiech Louis'ego. W pierwszej klasie. Pamiętał dokładnie ten dzień i nic nie zmąci go w jego pamięci.
Był pierwszy września, kiedy Zayn wraz z Liamem stanęli na szkolnym dziedzińcu. Payne stanął obok przyjaciela i uśmiechnął się do niego wesoło. Wiedział, że Malik ma problemy ze zmianami i chciał go jak najbardziej wspierać w tej kwestii. Dlatego też specjalnie zapisał się w liceum do jednej klasy, aby ta zmiana nie była dla jego przyjaciela aż w takim stopniu drastyczna.
Zayn rozglądał się niepewnie dookoła, nie do końca wiedząc co się dzieje. Tłumy nastolatków witało się bądź rozglądało za swoimi klasami. Widział jakiegoś chłopaka w rudych, poczochranych włosach, dojrzał także w tłumie jakąś blondynkę, którą kojarzył, ale nie wiedział skąd ani nawet jak ma na imię. Może kiedyś mignęła mu na jakiejś imprezie? Przeniósł po chwili zdenerwowane spojrzenie na wyższego nieco Liama, na co ten posłał mu pokrzepiający uśmiech i zarzucił ramię na jego barki, chcąc dodać mu w ten sposób wsparcia. Mulat nerwowo poprawił białą koszulę i poluźnił brązowy krawat który podkreślał jego idealne, czekoladowe oczy. Prześlizgnął ponownie wzrokiem po tłumie nastolatków, zawieszając go na ułamek sekundy na postaci dyrektora, który rozmawiał o czymś przyciszonym głosem z kilkoma nauczycielami. Gwar wokół i napięta atmosfera, a także nienormalny upał jaki panował tego dnia nie pozwalało mu skupić się na niczym, jego mózg się kompletnie wyłączył i zdany był jedynie na łaskę Liama. Ten jednak obejmując wciąż Zayn'a prowadził ożywioną rozmowę z jakąś niską brunetką.
- Ahhh tak, to mój przyjaciel, Zayn.
Powiedział Payne, co wyrwało mulata z zamyślenia i sprowadziło ponownie na ziemię. Spojrzał wielkimi oczami na kobietę i wymusił lekki uśmiech.
- Cześć, miło mi Cię poznać, Zayn. Jestem Cher.
Wysunęła w jego stronę smukłą dłoń, którą lekko uścisnął.
- Zayn, też mi miło.
Wymruczał jedynie ledwozrozumiale i przemknął spojrzeniem po jej twarzy. Włosy upięła w koka, ciemne oczy podkreśliła wyraźnie kreską i tuszem, nie szczędziła w makijażu ale wydawała się być miła. Miała na sobie białą koszulę wpuszczoną w szafe spodnie z podwyższonym stanem oraz grafitowe szpilki na niebotycznym obcasie, chociaż i to czyniło ją nieco niższą od niego.
Tracąc zainteresowanie nową znajomą znów nerwowo się rozejrzał, szukając kogoś, kogo jeszcze może znać. Niestety nikt taki mu się nie nasunął. I wtedy poczuł, jak ktoś na niego wpada.
- Przepraszam!
Powiedział cicho niższy nieco chłopak. Zayn spojrzał na niego i jego serce momentalnie zamarło. Mężczyzna miał kasztanowe, rozwichrzone włosy, ciemne rurki i białą koszulę. Pod szyją wisiał mu luźno zawiązany, miętowy krawat. Na nosie spoczywały mu okulary w grubej, czarnej oprawce. Ale nie to zwróciło uwagę Malika na jego postać. Ten uśmiech... Niby nieśmiały, ale kiedy skierowany został w jego stronę, w przepraszającym geście... Czuł dziwne ciepło w środku, jakby ktoś wylał na jego organy roztopiony wosk.
- Nie szkodzi.
Szepnął chłopak, ale... pięknego nieznajomego już nie było. Zagryzł dolną wargę, wspinając się na palce i rozejrzał, ale nigdzie nie dostrzegł już roztrzepanego nastolatka z rozwichrzonymi, kasztanowymi włosami, szaro-morskimi oczami i cudownym uśmiechem, który trafił w serce Malika jak strzała i nie miał zamiaru dać się wyciągnąć.
Spojrzał ponownie na pustą wiadomość i literki same zaczęły układać się w słowa pod jego palcami. Nie wiele myślał, po prostu napisał te dwa krótkie zdania, które przyszły mu na myśl tak szybko i ponownie przesmyknął po nim wzrokiem.
Odwracasz się do mnie uśmiechem. Jak ty ładnie się uśmiechasz: prosto w moje serce.
Uśmiechnął się delikatnie sam do siebie i upewniając się, iż zmienił swój numer na zastrzeżony, dotknął na ekraniku szary prostokąt z podpisem 'wyślij'. W tym momencie łazienka została zwolniona i chłopak mógł spokojnie z niej skorzystać.
Jakimś cudem mulat zdążył do szkoły na chwilę przed dzwonkiem. Spokojnie zmienił książki i udał się na aulę gdzie przez dwie godziny w tygodniu mógł bez przeszkód podziwiać postać Louis'ego. To były te dwie godziny w tygodniu, które poświęcał na snucie przemyśleń, co by było gdyby on i Tomlinson byli razem. Niekiedy nawet kończyło się to na fantazjach przeznaczonych dla osób powyżej osiemnastego roku życia, co odnajdywało się po dzwonku w postaci problemu w dolnym departamencie. Liam śmiał się po cichu z niego, na co Malik rumienił się jak burak i biegł do łazienki by jakoś ostudzić swoje emocje.
Teraz jednak jego początki przemyśleń przerwał głos nauczycielki, przypominającej o konkursie wokalnym. Zaliczenie... nie mógł pozwolić sobie na zawalenie tego roku, to był ostatni rok a ocena z zajęć muzycznych była brana pod uwagę w college'u do którego chciał dostać się Zayn. Jęknął cicho i oparł głowę o ławkę, zastanawiając co ma zrobić, aby zaliczyć i nie koniecznie się zbłaźnić przed całą szkołą oraz - jak podejrzewał - gronem pedagogicznym i rodzicami występujących na nim uczniów. Spojrzał kątem oka na równie zdenerwowanego Louis'ego.
- Zapytasz się go?
Zapytał szeptem siedzący obok Liam, bawiący się długopisem. Chłopak zagryzł dolną wargę i wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia. Nie wiem czy mam tyle odwagi.
Powiedział cicho drżącym głosem, przenosząc czekoladowe oczy na przyjaciela. Na prawdę się bał występować i nie wiedział co powinien zrobić z tym fantem.
- Payne, Malik. Proszę o ciszę, później sobie porozmawiacie.
Ucięła ich dyskusję profesorka. Resztę lekcji Zayn spędził na roztrząsaniu za i przeciw poproszenia Louis'ego do zaśpiewania w duecie i ewentualnych tego konsekwencjach.
Podczas przerwy na lunch Zayn dalej nie był pewny swojej decyzji. Siedział na murku z jedną słuchawką w uchu, chociaż wcale nie słyszał muzyki. Wzrok miał utkwiony w postaci na niewielkim wzniesieniu, jaką był Louis Tomlinson. Uważnie śledził każdy ruch jego dłoni, każde mrugnięcie. Nie widział go dokładnie, ale wiedział, że końcówka jego języka jest wysunięta pomiędzy jego wargi w lewą stronę, wiedział, że marszczy delikatnie nos i brwi w chwili, kiedy rozmazywał coś palcem na kartce przed nim.
- Zamiast się gapić to idź tam.
Powiedział Liam, siadając nagle obok przyjaciela i uśmiechając się pogodnie. Zayn przestraszony nagłym pojawieniem się kolegi podskoczył i spojrzał na niego, w ogóle nie zauważając, że z ucha wypadła mu mała, czarna słuchaweczka.
- Co?
- No idź do niego. Zapytaj o duet, o pracę domową z czegoś, o ostatnie prace... O cokolwiek!
Powiedział Payne tak, jakby tłumaczył małemu dziecku, dlaczego słońce świeci w dzień a księżyc w nocy. Malik potrząsnął lekko głową i zagryzł dolną wargę.
- Nie... Nie mogę, Liam. To przerażające, nie mogę!
Powiedział zestresowany, jednak nawet to mu nie pomogło.
- Dam ci dwa wyjścia. Pierwsze: idziesz sam do niego i zaczynasz rozmowę, albo drugie: ja idę do niego i proszę by pierwszy się do ciebie odezwał. Osobiście uważam, że pierwsza opcja jest mniej lamerska.
Powiedział, aby podrażnić nieco tę egoistyczną część duszy Zayna. O dziwo, zadziałało.
- Wolę zrobić to sam, niż wyjść na frajera.
Mruknął i ześlizgnął się z murka. Spojrzał jeszcze na rozradowanego mężczyznę i zmrużył oczy.
- Jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, napiszę w liście pożegnalnym, że to ty mnie doprowadziłeś na drogę samobójstwa.
- Też cię kocham.
Posłał mu buziaka i kopnął lekko w tyłek, aby chłopak wreszcie się ruszył.
Zayn ponownie spojrzał na Louis'ego i chwilę zatracił się w tym, jak wyglądały jego włosy, kiedy łaskotały je promienie słońca. Po chwili ruszył się z miejsca i na drżących ze strachu nogach powoli ruszył w stronę płaczącej wierzby, która delikatnie szeleściła swoimi zielonymi liśćmi, sprawiając iż Tomlinson wyglądał jeszcze bardziej mistycznie. Po chwili dotarł do kolegi z klasy i niepewnie kucnął przed kolorowym mężczyzną. Kiedy ujrzał jego morskie tęczówki na chwilę zaparło mu dech, nie wiedział co on w ogóle tu robi. Kiedy jednak Tommo uniósł pytająco jedną brew, zdolności myślenia wróciły mu na chociaż chwilę.
- Cześć... Ja... Bo... Chciałem się zapytać, czy... zaśpiewałbyś ze mną na tym konkursie?
_________________________
Jeeej. Pod ostatnią notką dziękowałam za 700 a tu dziękuję za 1000(!!!) wejść. Dziękuję ♥♥♥
Cieszę się, że 11 osób polubiło ostatni rozdział i mam nadzieje że reakcje będą jeszcze większe pod tą notką. Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
uwielbiam to <3 po prostu lubię jak piszesz i wręcz kocham zawstydzonego Zayn'a i Louis'a upaćkanego farbą.
OdpowiedzUsuńKocham, kocham, kocham ♥
OdpowiedzUsuńjesteś drugą osobą, dzięki której jestem Zouis shipper *o*
Rozdział jest niesamowity, ale mam nadzieje, że Lou porozmawia wreszcie z mamą, która mimo swojego zachowania na pewno go kocha :3
Zayn "Cześć... Ja... Bo... Chciałem się zapytać, czy... zaśpiewałbyś ze mną na tym konkursie?" boshh, ja se wyobrażam jego słodkie jąkanie sie :p
uwielbiam to ♥
Nie wiem jak tego dokonałaś, ale ja po prostu zakochałam się w twoim opowiadaniu :) To pewnie przez ten cudowny pomysł, a może przez fakt, że wprost uwielbiam Zouisa...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Zayn będzie regularnie powodem uśmiechu Louisa, choćby za sprawą tych wysyłanych wiadomości...
Martwi mnie trochę sprawa z matką Lou... Co za kobieta chcę usprawiedliwić nieobecność dziecka w szkole, bo potrzebuje z nim pogadać? Zapomina o najważniejszych dniach syna... Naprawdę powinni to obgadać, ale najpierw niech ona dobrze przemyśli co to znaczy bycie matką.
Nie mogę się doczekać tego ich duetu... Mam nadzieję, że dojdzie do skutku :)
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
@KateStylees
Przerwać w takim momencie ? Jak mogłaś ?
OdpowiedzUsuńMasz niesamowity talent . Jest to jedno z najlepszych opowiadan jakie czytam . Pisz juz nastepny rozdzial
Właśnie zaczęłam pisać, spokojnie, myślę że w ferie się pojawi ^^ Ale najpierw Walentynkowy Suprajs ;*
UsuńJuż się nie mogę doczekać :D
Usuń