Harry pracował w tej kawiarni od prawie roku i na prawdę nienawidził każdego dnia tej pracy. Ale mógł za to się utrzymać, więc nie miał co narzekać. Każdy ranek wyglądał tak samo: wstaje, idzie do łazienki, bierze prysznic, ubiera się i wychodzi do pracy. Tam zawsze zjadał muffinkę i wypijał dobrą herbatę, aby się obudzić i do szesnastej krążył między stolikami, obsługując klientów. Nie raz cierpliwie wysłuchiwał pretensji o jego brak kompetencji od tych bardziej zadufanych w sobie gości, zmieniających zamówienie osiem razy i w końcu sami zapominając co chcieli. Za każdym razem loczek mielił w ustach wiązanki przekleństw, decydując, że dla jego wypłaty lepiej będzie, jeśli mruknie ciche 'przepraszam' i po prostu wróci za ladę. Tak było i tego dnia. Stał właśnie ze ściereczką w dłoni, słuchając od wysokiej, cycatej blondynki, jaki to on nie jest niezdarny, bo wylał kawę na jej nowiutką torebkę od Chanelle czy kto wie od kogo (Harry nigdy nie znał się na markach ubrań i akcesoriów, więc nie miało dla niego znaczenia, czy torebka, która teraz miała śladowe ilości kawy na sobie, była od Chanelle, Gucciego czy po prostu z chińskiego sklepu za rogiem). Wywrócił teatralnie oczami i zacisnął zęby, ostatkiem sił nie wyrzucając z siebie jakiejś ciętej uwagi o ilości silikonu w jej czaszce zamiast mózgu, ale przypomniał sobie o czekającej na niego premii.
- Przepraszam.
Mruknął, odwracając się i wracając za ladę, gdzie musiał spędzić kolejne trzy godziny swojego niezwykle nudnego i na prawdę niczym nie wyróżniającego życia. Zamknął na chwilę oczy, próbując zapomnieć o miejscu, w którym się znalazł, aż nie poczuł silnego klepnięcia w plecy. Gwałtownie otworzył oczy, biorąc głęboki wdech i podpierając się dłońmi o blat, by przypadkiem nie spotkał się on z jego twarzą.
- Co jest...
Nie skończył zdania, kiedy ujrzał rozbawione spojrzenie swojej najlepszej przyjaciółki.
- Cher ja cię kiedyś zamorduję, przysięgam!
Zbulwersował się loczek, patrząc na kobietę, która wyglądem przypominała mu za każdym razem małego chochlika. Zaśmiał się jednak mimowolnie, uświadamiając sobie, że ta mierząca zaledwie metr sześćdziesiąt dwa osóbka jest jedyną rzeczą, jaka pozwala mu nie zwariować w tej robocie.
- Wyluzuj, loczek!
Dziewczyna wspięła się na palce, by potargać jego włosy, na co Harry gwałtownie odchylił głowę w tył, zarzucając kręconą grzywką.
- Nie dotykaj moich włosów.
Powiedział, jednak jego groźny ton zniszczył błądzący na wargach uśmiech.
- Nie umiesz być zły, Harry.
Zaśmiała się brunetka, w odpowiedzi dostając jedynie wytknięty język i chichot z ust zielonookiego. Po chwili ustawiła na tacce filiżankę cappuccino oraz szarlotkę i podeszła do oczekującej na deser kobiety po drugiej stronie sali. Harry chwilę odprowadzał ją wzrokiem, po czym zaczął po prostu bazgrolić na karteczce do dodatkowych obliczeń jakieś bezsensowne wzorki. Przymknął zmęczone powieki, zastanawiając się, kiedy ostatni raz przespał całą noc. Może i fakt, pracował do czwartej popołudniu, jednak wciąż się uczył. W weekendy miał zajęcia w Akademii Muzycznej a teraz czekały go egzaminy, zarówno teoretyczne jak i praktyczne. Po powrocie z pracy pozwalał sobie na godzinkę odpoczynku, po czym dwie godziny ćwiczył piosenkę, którą miał zaśpiewać na zajęcia z wokalu, a także klasyczny utwór na zajęcia z pianina. Cieszył się, że wystarczył mu jeden instrument, bo przy tym wszystkim poważnie obawiał się o zaliczenia. Po dwudziestej brał prysznic i siadał do książek, kując całe podręczniki, aby zaliczyć teorię. Najgorzej szła mu historia muzyki, nie jedną noc już na nią zarwał, a ona jak na złość nie chciała mu wejść do głowy i jak siadał następnego dnia do książki, nie pamiętał ani na czym skończył, ani co czytał ostatnio, więc koniec końców, zaczynał od początku. Po chwili usłyszał nas uchem głos panny Lloyd.
- Hej, kręcony, nie martw się! Idziemy wieczorem do klubu, napijesz się i rozerwiesz! No weeeź, nie daj się prosić....
Jęknęła, widząc jego spojrzenie, a widząc jak zawzięcie kręci głową, jęknęła niezadowolona.
- No proszę, Harry, mi odmówisz?
Zapytała tonem pięcioletniego dziecka, które chciało koniecznie tego lizaka z najwyższej półeczki i żadnego innego.
- Cherry... Dobrze wiesz, ze mam za niedługo zaliczenia, nie mogę zawalić tego roku. Muszę się przyłożyć.
- Wiem, Harry, ale jeden wieczór Cię nie zbawi.
Jęknęła, uśmiechając się do niego słodko, w nadziei że na to chłopak pójdzie. Ten jednak był nieugięty. Czekoladowe loczki zawirowały wokół jego główki, gdy zdecydowanie nią pokręcił i jak zawsze zaczesał grzywkę na prawo.
- Nie, Cher, przykro mi, ale nawet jeden wieczór daje mi na prawdę wiele.
Powiedział, sam jednak nie do końca wierząc w to, co przed chwilą opuściło jego usta. Niższa o wiele kobieta tylko wywróciła oczami, żartobliwie trzepiąc go w ramię ścierką, ruszyła by wytrzeć opuszczony przed chwilą stolik. Harry uśmiechnął się lekko, rozbawiony tą sytuacją i wrócił do bezsensownego zajęcia. Punktualnie o czwartej wszedł na zaplecze, zdejmując zgniłozielony fartuszek z przypinką z jego imieniem, odwieszając go byle jak na wieszak. Poprawił szarą koszulkę i porwał swoją torbę.
- Do jutra, Cherry!
Pocałował przelotnie przyjaciółkę w policzek i wybiegł na ulicę, w drzwiach mijając się z rudym mężczyzną, omal nie wyrzucając z jego rąk intensywnie pomarańczowej teczki.
- Przepraszam!
Rzucił, nawet się nie odwracając, marząc aby znaleźć się już w domu. Dzisiaj się nie uczy, dzisiaj wypije pyszną, ciepłą herbatkę i położy się spać. Tak, ten plan wydawał się idealny. Dotarł do niewielkiego mieszkania w starej, obdrapanej kamienicy i wspiął się po trzeszczących schodach na czwarte piętro, otwierając kluczem skrzypiące drzwi z krzywo przybitym numerem 19. Zostawił buty i kurtkę w korytarzu i zaparzył sobie szybko słodką herbatę malinową.
- Cześć, Lolly.
Powiedział wesoło, kucając koło swojej rudej kotki i podrapał ją za uchem. Ta zamruczała i wtuliła puchate ciało w jego łydki. Harry wziął kolorowy kubek z Hello Kitty do pokoju i rozłożył kanapę, na której sypiał. Przebrał się szybko w miękki dresik i stwierdzając, że rano weźmie prysznic zakopał się w puszystej, ciepłej kołderce. Futrzaste stworzenie ułożyło się na jego brzuchu i zadowolone z takiego obrotu sprawy od razu poszło spać. Harry chwile leżał, patrząc się w pokryty gdzie - nie gdzie pleśnią sufit, zastanawiając się, ile musi jeszcze odłożyć by wynająć coś lepszego, kiedy zasnął wykończony ostatnimi tygodniami. Nawet on nie mógłby nie zauważyć jak bardzo mu pomogły te kilka godzin dodatkowego snu.
Rano jednak ledwo zwlekł się z ciepłego łóżeczka, udając się pod prysznic i zmywając z siebie resztki marzeń. Ubrał się w białą koszulkę na krótki rękaw, ciemne rurki i szary sweterek, po czym wziął torbę z książkami i notatkami, by chociaż w wolnej chwili usiąść i postarać się zapamiętać cokolwiek, ruszył do pracy. Z rana ruch był znikomy, więc spokojnie otworzył pod ladą książkę z historii muzyki i zadowolony, że wreszcie pamięta z niej cokolwiek, zaczął studiować uważnie tekst.
- Ugh...Harry?
Zawołała go Cher z magazynu, gdzie układała towar.
- Tak?
- Mógłbyś... To... Tam...
Pokazała na zgrzewkę puszek kawy do ekspresu a następnie na najwyższą półkę. Chłopak uśmiechnął się wesoło i umieścił go na odpowiednim miejscu.
- Wiesz, trzeba było urosnąć.
- Wiesz, trzeba było wyglądać.
Odgryzła mu się Lloyd, na co Styles uniósł wysoko jedną brew. Kobieta tylko machnęła dłonią i wróciła do układania dostawy, a loczek powrócił do nauki. A raczej do przewrócenia strony, kiedy do środka wszedł wysoki mężczyzna z burzą rudych włosów na głowie. Loczek zmarszczył zabawnie nosek, mając wrażenie, że już gdzieś go widział, ale za nic nie mógł przypomnieć sobie, gdzie.
- Co podać?
Uśmiechnął się miło, kiedy starszy od niego o maksymalnie 3 lata mężczyzna podszedł do lady.
- Kawałek snickersa i espresso z podwójnym cukrem.
Powiedział, uśmiechając się lekko. Harry sam przed sobą musiał przyznać, że chłopak miał na prawdę cudowny uśmiech. Skinął jak zaczarowany głową i odruchowo ustawił ekspres, stawiając na tacce talerzyk z kawałkiem zamówionego ciasta. Na podstawce ciemnej kawy starannie ułożył herbatnika i zaniósł to do stolika pod oknem, który zajął rudy mężczyzna. Ten jedynie skinął głową, zanim nie spojrzał na twarz lokowatego mężczyzny.
- Dziękuję... Harry.
Uśmiechał się, spoglądając na plakietkę chłopaka przyczepioną do ohydnego uniformu. Loczek mimowolnie zarumienił się na dźwięk swojego imienia w jego ustach i uśmiechnął delikatnie, zażenowany.
- Emm... To moja praca, prawda?
Mruknął, pocierając skrępowany dłonią kark.
- Smacznego.
Dodał i zniknął za ladą, ukrywając buzię w lokach i skupiając się na tekście, a raczej patrząc na niego bezmyślnie. Mimowolnie co kilkadziesiąt sekund wodził wzrokiem do stolika pod oknem, gdzie siedział nieznany mężczyzna, który kilkoma słowami wyrył w pamięci Harry'ego brzmienie jego głosu a jednym spojrzeniem sprawił, że te oczy rozpozna wszędzie. Styles był zdeklarowanym homoseksualistą, jednak jeszcze nigdy nikt nie zawrócił mu tak w głowie, jak rudy chłopak, który.... który... właśnie mu się przyglądał. Cholera, Styles! Skarcił się w myślach i na chwilę spuścił spojrzenie. Kiedy po kilkunastu minutach zauważył jak gość prosi o rachunek, spojrzał błagalnym spojrzeniem na przyjaciółkę. Ta w lot pojęła o co chodzi i nabiła na kasę paragon, wkładając go do specjalnej zakładki i podchodząc do mężczyzny. W jego jasnych tęczówkach wyraźnie odbiło się niezadowolenie, że to panna Lloyd , a nie loczek go obsługuje. Posłusznie jednak zapłacił, zostawiając napiwek i wyszedł z kawiarni, posyłając Harry'emu nieodgadnione spojrzenie. Ten wpatrywał się jeszcze w szklane drzwi, za którymi już jakiś czas temu zniknął chłopak, aż Cher nie zdzieliła go przez głowę.
- Panie zakochany, pomóż mi, co? Sama sobie nie poradzę!
Powiedziała oburzona, parząc zieloną herbatę dla starszej pani w kącie.
- Nie jestem zakochany.
Mruknął cicho Styles, na co ta wywróciła tylko teatralnie oczyma.
- Jasne, a ja jestem długonogą blondynką o dużych, błękitnych oczach. Daruj sobie te gierki, Styles.
Odpowiedziała mu ironicznie i wcisnęła w dłonie notatnik, pokazując na zakochaną parę, od której miał przyjąć zamówienie. Zmarszczył niezadowolony nosek i ruszył w kierunku stolika, aby mieć to jak najszybciej z głowy.
- Dzień dobry, czy mogę przyjąć zamówienie?
Zapytał cicho, wymuszając uśmiech. Zapisał dwa rodzaje ciastek oraz dwie kawy na karteczce i udał się za ladę. Wyjął tacę, postawił na niej dwa talerzyki - jeden z Raffello a drugi z tiramisu - oraz dwie latte i wrócił do pary. Szybko dotarł za ladę i spojrzał na Cher, która posyłała mu znaczące spojrzenie. No dobrze, może rudy chłopak odrobinkę spodobał się Harry'emu, ale co z tego? Skoro i tak nic nie miałoby to zmienić? Wywrócił teatralnie oczami i zamknął książkę, pakując ją do torby. Zbliżała się czwarta i równało się to z końcem jego cierpienia. Rutynowo rzucił na wieszak swój gustowny fartuszek i opuścił lokal, podsuwając jak najbardziej zamek kurtki, kiedy mimo czerwcowej pory zawiał zimny wiatr.
- Anglia...
Fuknął pod nosem loczek i ruszył w górę ulicy, chcąc po drodze zrobić jeszcze minimalne zakupy.
Rudy chłopak od tamtej pory wchodził do kafejki codziennie, w nadziei że to loczek go obsłuży. Niestety ten zaszczyt zawsze przypadał Cher, gdyż Harry na widok rudych włosów chował się za ladą i udawał że jest pochłonięty finansami i nie może się oderwać, bo będzie musiał zacząć wszystko od nowa. Harry na prawdę nie wiedział, dlaczego tak bardzo panikował przed kontaktem z mężczyzną. Znał jednak rutynowo cały przebieg akcji: o drugiej dwadzieścia mężczyzna wchodził do środka, siadał przy stoliku pod oknem, najbliżej lady, zamawiał espresso z podwójnym cukrem, snickersa i obserwował co się dzieje za oknem. Co jakiś czas rzucał czujne spojrzenie lokersowi, który rumienił się i jeszcze bardziej pochylał nad zeszytem. Następnie wypijał zimną kawę, jedząc do końca ciastko, płacił i wychodził. Wszystko to działo się do godziny trzeciej i te czterdzieści minut działały na Styles'a bardziej stresująco niż same egzaminy, które zdał śpiewająco. No prawie, może z Historii Muzyki musiał się nakombinować kiedy zobaczył pytania, przekonany że nie miał pojęcia o czym pisał w pracy. Na szczęście zaliczył i ten straszny przedmiot i mógł się już cieszyć wakacjami. Godzinę po wyjściu rudego mężczyzny sam opuszczał kawiarnię i jak zawsze kierował się na Road Street 24 aby dojść do swojego mieszkania, zakopać pod kocem i włączyć jakiś film. Tego dnia jednak postanowił zmienić nieco swój plan i ruszył w przeciwną stronę, chcąc chociaż chwilę pospacerować po parku. Po chwili do jego uszu dotarł delikatny dźwięk gitary oraz głos, który na pewno już gdzieś słyszał, ale jeszcze nie wiedział gdzie i kiedy. Przyspieszył więc, zwabiony muzyką, jednak widząc jego stojącego z kitarą wiedział jedno : jest stracony. Chciał już się odwrócić i uciec, kiedy mężczyzna spojrzał mu w oczy i ... po prostu się uśmiechnął. Tym jednym uśmiechem trafił prosto w serce Harry'ego, które na chwilę zamarło, a potem zatrzepotało radośnie.
- Tell me if I know
Tell me if I do
Tell me how to fall in love the way you want me to
Zaśpiewał chłopak, patrząc prosto w oczy młodszego i opuścił wzrok, wesoło się uśmiechając. Harry jak zahipnotyzowany podszedł bliżej, nie mogąc oderwać wzroku od pięknej postaci mężczyzny. Odrzucił opadające loczki z buzi i zagryzł słodko dolną wargę, nie wiedząc co ma robić. Przecież, na litość boską, unikał tego chłopaka jak ognia! Ba, nawet nie wiedział jak się nazywa! A teraz rumienił się na jego widok, słuchając jak śpiewa, w parku, ubrany w zwykły, czarny T-shirt i sprane spodnie i ,cholera, budził w nim takie emocje jak jeszcze nikt nigdy w całym swoim życiu.
- Cześć, jestem Ed.
Głos chłopaka wybudził go z transu. Spojrzał w błękitne oczy mężczyzny i uśmiechnął się nieco zawstydzony.
- Harry.
Uścisnął lekko jego dłoń.
- Wiem, że się nie znamy, ale... spodobałeś mi się wtedy w kawiarni i chciałem się zapytać... poszedłbyś ze mną na kawę?
Zapytał cicho, na co Styles skinął zaskoczony tą propozycją głową.
- Skąd wiesz, że ... no wiesz... wolę...
- Że jesteś gejem? Twoja koleżanka się łatwo wygadała.
Zaśmiał się rudy, a brunet spłoną rumieńcem, chcąc zapaść się natychmiast pod ziemię.
- Jasne, chętnie pójdę z tobą na kawę.
Zgodził się po chwili i uśmiechnął niepewnie, przeczesując palcami włosy.
- Świetnie, w piątek o piątej?
- Idealnie.
Uśmiechnął się promiennie i pomachał mu na pożegnanie, kierując w swoją stronę, zostawiając uśmiechniętego Eda, odprowadzającego go wzrokiem do głównego wyjścia z parku.
- Na litość boską, Harry, dobrze wyglądasz, daj już spokój.
- Nie, Cher! Muszę wyglądać świetnie, a nie tylko dobrze.
Jęknął Styles, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Miał na sobie beżowe rurki z opuszczonym krokiem, które mimo tego były nieco opinające w dolnym departamencie jego ciała, białą, przylegającą koszulkę i granatową marynarkę z wcięciem w pasie, idealnie pasującą do jego sylwetki. Próbował też zapanować nad włosami, ale po godzinie stwierdził iż walka ta jest na marne i zostawił je w naturalnym ułożeniu.
- Wyglądasz jakbyś szedł na herbatkę u królowej.
- Idę na kawę z księciem, tyle wystarczy.
Powiedział rozmarzony Styles i ponownie zlustrował swoje odbicie wzrokiem.
- Przysięgam, zaraz wykopię Cię na klatkę, zabarykaduję drzwi i nie będziesz miał wyboru.
Zagroziła mu Cher, stając przed nim na wysokich obcasach, co wciąż czyniło ją niższą od mężczyzny.
- Już idę...
Szepnął i poprawił rękawy, zdenerwowany kierując się w stronę drzwi.
- Na pewno dobrze wyglądam?
- STYLES WYNOCHA!
Krzyknęła na niego Lloyd i wypchnęła za drzwi, zamykając je na klucz. Chłopak prychnął coś o wyrzucaniu z własnego mieszkania, ale w ostateczności upewniwszy się że ma przy sobie klucze, telefon i portfel ruszył do kawiarni, w której umówił się z Edwardem. Spojrzał przez szybkę i jego serduszko podskoczyło, kiedy ujrzał w środku rudego chłopaka bawiącego się serwetką. Pchnął szklane drzwi i wszedł do środka, posyłając mu piękny uśmiech, przy którym ukazały się jego dołeczki w policzkach.
- Cześć, długo czekasz?
Zapytał, zerkając na zegarek, ale była punktualnie piąta.
- Kilka minut, przyszedłem za szybko. Świetnie wyglądasz.
Powiedział Sheeran, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od nieznacznie młodszego chłopaka.
- Dziękuję.
Odparł i zajął miejsce naprzeciw mężczyzny. Uśmiech nie potrafił zejść z ich twarzy, kiedy rozmawiali wesoło, oczekując na swoje zamówienia Kiedy kelnerka postawiła przed loczkiem latte i sernik, a przed Edem espresso i dla odmiany ciastko orzechowe, Harry uśmiechnął się.
- Dzisiaj też będziesz czekał, aż będzie zimna?
Zapytał, szczerząc ząbki w stronę chłopaka, który zaśmiał się.
- Nie, dzisiaj nie muszę pić zimnej kawy, aby móc na ciebie patrzeć.
- Harry! Spóźnisz się za chwilę!
Krzyknęła zza drzwi Cher. Miała na sobie śliczną, drogą, fioletową suknię i na prawdę była bliska zamordowania chłopaka. Ten spojrzał ostatni raz w lustro i poprawił muszkę pod szyją, próbując opanować drżenie dłoni.
- A co jeśli coś nie wyjdzie? Albo się rozmyśli?
- Styles, to ostatnia godzina kiedy mogę Cię tak nazwać i przysięgam, że jeśli kupiłam tą sukienkę bez powodu, to wyrwę Ci wszystkie kudły, zrobię z nich lalkę voodoo po czym oderwę ci wszystkie kończyny i wrzucę do ogniska!
Zagroziła Lloyd, na co Harry przekręcił zamek w drzwiach i wyszedł z pokoju. Miał na sobie piękny, ciemno grafitowy garnitur oraz zgniłozieloną muszkę, która idealnie podkreślała jego żywe oczy.
- Wyglądasz pięknie, panie młody, ale twój książę pewnie stoi właśnie pod ołtarzem i się już denerwuje. Ruszże się w końcu okej?!
Warknęła na niego i z figlarnym uśmiechem popchnęła do wyjścia.
- Nigdy nie sądziłem, że odprowadzę własnego syna pod ołtarz. Ale cieszę się, że jesteś szczęśliwy, Harry.
Szepnął jego tata, przytulając go do siebie. Loczek wyściskał także mamę i stanął przed drzwiami, łapiąc Franka Styles'a pod rękę. Spojrzał na ubranego w garnitur rudego mężczyznę i uśmiechnął się mimowolnie. Złapał go za dłoń kiedy doszli i wyczuł, że jego ukochany również się denerwuje.
- Czy ty, Harry Edwardzie Styles chcesz wziąć tego oto mężczyznę za męża?
- Chcę.
Powiedział drżącym głosem loczek, patrząc w błękitne oczy chłopaka.
- A czy ty, Edwardzie Christopherze Sheeran chcesz wziąć tego oto mężczyznę za męża?
- Chcę.
Odpowiedział pewnie, co poskutkowało promiennym uśmiechem i łzami na policzkach młodszego.
- Tak więc ogłaszam was mężem i... mężem.
Powiedział ksiądz, ukrywając zniesmaczenie, dwóch mężczyzn pocałował się, na znak swojego związku małżeńskiego. Wszyscy wstali i zaczęli klaskać, a młoda para wyszła za rękę i zaczęła przyjmować gratulacje i życzenia.
- Wiesz, kochanie...
Szepnął rudy, kiedy na środku sali kołysali się objęci w pierwszym tańcu weselnym.
- Opłacało się czekać, aż ta kawa wystygnie.
W odpowiedzi jednak dostał tylko czułego buziaka i wtuloną twarz męża w szyję. Niczego więcej nie potrzebowali do szczęścia.
_____________________________________________
Bum!
Witam z Walentynkowym Shotem. Mam ostatnio fazę na Eda więc powstało takie sobie o to. Wiem, że szału nie ma, dupy nie urywa, nie strzela fajerwerkami jak w Sylwestra, ale nie jestem chyba dobra w shotach - sami z resztą oceńcie.
Rozdział... nie wiem kiedy będzie , bo piękne 3/4 piątki się usunęło i nie mogę tego powołać do życia, więc... Wyobrażacie sobie moją frustrację, prawda?
Ohh! Dziękuję za ponad półtora tysiąca wejść, serio nie macie pojęcia jakie to dla mnie miłe! Kocham Was, wiecie, prawda? Tak, mam nadzieję, że do końca ferii zawitam tu z piątym rozdziałem i życzę wam udanych Walentynek kochani! Ja spędzę je z Edem w słuchawkach i psem. Lepszy rydz niż nic. Pozdrawiam! ♥

Muszę przyznać, że to pierwszy shot z Edem jaki przeczytałam :) I jestem nim zachwycona - w sam raz na Walentynki. Pomysł ciekawy, a to picie zimnej kawy... słodkie :) No i jak to na Dzień Zakochanych przystało jest i szczęśliwe zakończenie :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że zdecydowałaś się napisać coś lekkiego i przyjemnego... Zdecydowanie zapamiętam tego shota (głównie przez Eda, którego też uwielbiam)..
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)
@KateStylees
http://1d-my-little-mystery-girl.blogspot.co.uk/