niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział pierwszy : Dlaczego nie możesz patrzeć na mnie w taki sposób?


Ostatni raz, kiedy Louis przejął się niechęcią do jego osoby, był w zasadzie pierwszym razem. Nie, nie dlatego, że ktoś go uderzył, na prawdę to dla niego nie było ważne. Zrobił coś, co w opinii Tomlisnona było o wiele gorsze. Zniszczył jego pracę, obraz który miał trafić na jego pierwszą w życiu wystawę.

Było późne popołudnie, około piątej, więc na dworze zrobiło się ciemno. W końcu był styczeń. Louis akurat kończył swoje dzieło, nieświadom, że ktoś oprócz niego jest w sali. Z niebywałą precyzją wykonał ostatnie pociągnięcie pędzlem i spojrzał krytycznym wzrokiem na to, co powstało na płótnie. Zdecydowanie był z tego zadowolony. Przedstawiał kobietę, śliczną kobietę o wielokolorowych tęczówkach, ze skrzydłami i zębami wampira. Po jednej stronie obrazu były kości, krew i martwe ciała, zaś po drugiej pięknie kwitnąca łąka. Obraz jak najbardziej wpasowywał się w tematykę wystawy "Dobro i zło w głowie artysty". Ponownie spojrzał naklęczącą postać z dzieła i cmoknął cicho. Ostatnie poprawki i odłożył zadowolony z siebie pędzel.
- Serio? Tylko na tyle Cię stać?
Louis gwałtownie się odwrócił, omal nie wylewając pojemniczka z wodą, w której płukał pędzel za każdym razem gdy nakładał nową barwę. 
- Ja jestem zadowolony.
Powiedział pewnie Tomlinson, patrząc na wyższego, napakowanego blondyna, którego brązowe oczy wręcz błyszczały nienawiścią. 
- Nie lubię Cię, Tomlinson.
Warknął, na co Louis zadrżał. Przemknął brudnymi od farby palcami po włosach, zostawiając na nich ślady, kiedy starszy chłopak podszedł bliżej. 
- Ani ciebie, ani tego... czegoś.
Powiedział cicho, łapiąc za kubeczek z brudną już cieczą i jednym ruchem wylał ją na płótno. Oczy Louis'ego zaszły łzami, kiedy chłopak wyszedł z sali z ironicznym uśmieszkiem na ustach i słowami "I nigdy nie polubię." Louis nie wiedział dlaczego tak się dzieje, dlaczego nikt go nie lubi, ale nie miało to dla niego znaczenia. Nie miało to dla niego znaczenia, dopóki nikt nie niszczył jego prac, szczególnie tych, w które włożył godziny. Bo prawda była taka, że przez ostatnie pięć godzin Louis siedział zamknięty w tej sali samotnie, pracując nad obrazem, którego zarys pojawił mu się w głowie, kiedy tylko usłyszał temat. I takiego klęczącego przed zniszczonym dziełem zastał go Harry, który na prawdę martwił się, że jego przyjaciel padnie w tej sali z głodu lub pragnienia. Szczerze wątpił czy Louis pamiętał o takich podstawowych czynnościach, kiedy pracował. 

Potrząsnął głową, wyrzucając to wspomnienie z głowy, kiedy przechodził przez korytarz. Teraz miał nowy temat, nową wystawę. Tak, jego prace od tamtej pory wystawiane były na wielu wystawach, ale ta miała dla niego szczególne znaczenie. Miała odbyć się tu, w tym mieście. Ten obraz miała zobaczyć jego mama. Chciał, marzył usłyszeć od niej, że jest z niego dumna. Pogrążony ponownie w myślach, nie zauważył mężczyzny przed nim.
- Przepraszam, nie chciałem.
Mruknął, nawet nie podnosząc wzroku ze swoich butów, kiedy starał się odzyskać równowagę i jednak nie zaliczyć bliskiego kontaku z ziemią, kiedy poczuł jak czyjeś dłonie zaciskające się na jego ramionach i ustawiające do pionu. Dopiero wtedy zdziwiony tym gestem podniósł szaro-zielone tęczówki napotykajac te czekoladowe kapitana drużyny piłkarskiej. Jęknął w duchu pewny, że teraz mu się oberwie.
- Nic nie szkodzi, Louis. Zdarza się.
Głos mulata brzmiał jeszcze echem jego imienia, kiedy wymijał oniemiałego artystę i kierował się do szatni, by przygotować do treningu.
- Hej, Lou. Wszystko okej?
Po chwili głos Harry'ego wyparł ten należący do piłkarza. Tommo skinął lekko głową i ruszył dalej, miał mieć teraz rzeźbę. Wszedł do klasy , której okna wychodziły na boisko i mimowolnie wyjrzał na nie. Drużyna zaczynała rozgrzewkę, kiedy wzrok chłopaka odnalazł mulata, z którym miał angielski i muzykę. Uśmiechnął się mimowolnie pod nosem, kiedy siadał na swoim miejscu, poprawiając białą koszulę, którą dzisiaj miał na sobie. Standardowo była ubrudzona kolorowymi farbami, tak samo jak włosy i buzia chłopaka. Zastanawiał się chwilkę, czy ktoś pamięta jak wygląda bez niej, ale szybko sobie odpuścił, biorąc swoją część gliny i zaczynając formować ją w coś, co jeszcze nie wiadomo czym było. Założył przy tym nogę na nogę, a nogawki miętowych rurek nieco podciągnęły się do góry. Nie zwróciło jednak to uwagi młodego chłopaka, który skupił się już tylko i wyłącznie na masą przed nim.


Zayn wyszedł z sali od matematyki, warcząc pod nosem niezadowolony. Groziła mu jedynka na semestr, jeśli nie poprawi ostatniej klasówki. A jeszcze pani Felly zostawi go na drugi rok, jeśli nie zaśpiewa na wieczorku muzycznym. Sam, albo w duecie. Tylko z kim on by mógł zaśpiewać? Nie, nie było nawet mowy, by wyszedł na scenę sam. Pogrążony w swoich myślach nawet nie zauważył gdy wpadł na Louis'ego. Spojrzał czekoladowymi oczami na mężczyznę, gotów go po prostu ochrzanić, kiedy ujrzał z kim miał do czynienia. Zamknął więc usta, wyginając je w ciepły uśmiech i w ostatniej chwili złapał, zanim ten runął na ziemię.
- Nic nie szkodzi, Louis. Zdarza się.
W zasadzie nie wiedział nawet kiedy te słowa wypadły z jego ust. W głowie obijał mu się tylko przyjemny głos chłopaka, a na ustach błądził delikatny uśmiech. Wszedł do szatni, jak w letargu zmieniając szarą koszulkę i czarne jeansy na granatowe szorty i tego samego koloru koszulkę, z jego nazwiskiem i numerem 8. Wyszedł z pomieszczenia, wchodząc po chwili na boisko i spojrzał na swoich kolegów. Chwilkę po nim zjawił się trener, który sprawdził obecność i wszyscy zaczęli się rozgrzewać , każdy na swoją rękę. Zayn zerknął w okno od sali rzeźbiarskiej. Postać niezwykle barwnego chłopaka za szybą przyprawiła go o szybsze bicie serca. Spojrzenia dwóch chłopaków spotkały się na ułamek sekundy, kiedy Lou postanowił wyjrzeć za szkło, szukając czegoś, co podbuduje jego motywację. Turkusowe tęczówki spotkały się z tymi czekoladowymi, jednak zaraz oboje odwrócili wzrok : Louis wrócił do swojej rzeźby, a Zayn skupił na rozgrzewkę. Gwizdek trenera jednak wyrwał go z zamyślenia, w jakie nieświadomie popadł. Dobiegł do drużyny i opierając dłonie na udach i pochylając się delikatnie do przodu. Przeczesał palcami włosy, zostawiając je w nieładzie i spojrzał na swój skład do gry. Pokiwał lekko głową, zawiązując na nadgarstku szarfę, by mogli się odróżnić. Szybko zajął swoje miejsce na boisku i zaczęli grę. Po dwóch godzinach szczęśliwy padł na trawnik, uśmiechając się. Pot spływał mu po czole, klatka piersiowa unosiła w przyspieszonym oddechu, koszulka kleiła się do mokrego ciała, ale był szczęśliwy. To był ten rodzaj pozytywnego zmęczenia, które go ogarniało po na prawdę dobrym treningu. Odwrócił głowę w bok, zawieszając czekoladowe oczka na chłopaku pod drzewem. Biała koszula była naznaczona kolorowymi farbami, tak samo jak buzia i włosy, kiedy skupiony wodził ołówkiem po papierze. Przeczesał po chwili nerwowo włosy i po omacku znalazł gumkę. Zmazał to co uważał za niepotrzebne bądź niepoprawne i odłożył ją ponownie na bok, przygryzając końcówkę ołówka. Chłopak był niesamowicie ciekaw, co powstało na tym białym skrawku papieru, po którym błądził wzrok bruneta. Kiedy jednak zobaczył u jego boku Harry'ego, kiedy zobaczył uśmiech, jakim obdarował go starszy mężczyzna.... Jego serce ścisnął żal. Czuł, że to on powinien być obok niego, podziwiać jego pracę. Ten uśmiech powinien być dla niego.
- Zayn? Wszystko okej?
Spojrzał na przyjaciela obok. Westchnął i uniósł się na łokciu by po chwili usiąść w siadzie skrzyżnym.
- Tak, Liam. Wszystko okej.
Szepnął Malik, spoglądając ponownie na swój obiekt westchnień.
- Idź i zagadaj do niego.
Powiedział po chwili Payne, co zwróciło uwagę Malika na jego osobę.
- Zgłupiałeś? Weźmie mnie za idiotę.
- Ale pamiętaj, że chodzisz z nim na muzykę.
- No i?
- Jesteś zagrożony. A Louis ma podobno niezły głos.
Mulat podniósł na niego zaskoczone tęczówki. Skąd Liam wiedział jaki głos ma Louis? Mężczyzna uniósł dłonie w geście obronnym.
- Raz słyszałem jak śpiewał, kiedy coś malował. Może poproś go o pomoc?
Podsunął Liam, na co chłopak zagryzł delikatnie dolną wargę. Payne poklepał go przyjacielsko po ramieniu i wstał.
- Pośpiesz się. Inaczej może ktoś zabrać ci go sprzed nosa.
Powiedział, patrząc znacząco na Harry,ego, który opierał policzek o ramię przyjaciela i śmiał się beztrosko wraz z Louis'm. A widok uśmiechu Tomlinsona był dla Zayna jak pierwsza gwiazdka w Wigilię Bożego Narodzenia. Był najpiękniejszym, co kiedykolwiek widział.

3 komentarze:

  1. Nigdy nie przepadałam za Zouis'em ale czytam już kolejne opowiadanie o Nich i zaczyna mi się coraz bardziej podobać.
    Życzę weny i czekam na next!

    http://we-london-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest świetny :) i niech reszta będzie jeszcze lepsza :P


    Mogłabyś informować mnie na tt? Byłabym wdzięczna @pekulek

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu Chryste! Uwielbiam ten blog ♥
    Jest niesamowity! No cóż ja mogę więcej dodać, życzę Ci weny i czekam na kolejny rozdział!

    Informuj mnie na moim tt: @Jassie_Ziam

    OdpowiedzUsuń