środa, 9 stycznia 2013

Rozdział drugi: Prawdziwe barwy są piękne jak tęcza


Ten dzień należał do jednych z najważniejszych dni w całym, osiemnastoletnim życiu Louis'ego. Właśnie w tym dniu, jego mama miała obejrzeć jeden, z najlepszych obrazów swojego syna. I chłopak nie mógł się wręcz doczekać aż tak się stanie. Cały poprzedni dzień kręcił się w kółko, nie mogąc znaleźć odpowiedniego miejsca. Nie potrafił się skupić nawet na własnej pracy! Aż w końcu nadeszła ta chwila, otwarcie wystawy. Chłopak w tłumie ludzi stanął na palcach, jednak nigdzie nie dostrzegł burzy blond loków, które miały należeć do jego rodzicielki. Zawiedziony wszedł do środka jako ostatni, ubrany w elegancką, białą koszulę, czarne rurki, marynarkę i kolorowy krawat. Wyjątkowo tego wieczoru na jego ciele nie było farby. Louis z grobową miną przeszedł koło każdej z prac, praktycznie na nie nie zerkając. Dopiero kiedy dotarł do swojej pracy, usiadł na małej ławeczce. Wbił w nią wzrok. Praca może nie miała oryginalnego stylu  przepychu w barwach czy chaotyczności. Była jednak prawdziwa. Louis ukrył buzię w dłoniach, opierając łokcie na swoich udach. Po chwili opuścił ramiona na dół i pochylił się, spoglądając na swoje czarne buty. tak bardzo chciał by mama była z niego dumna, nie uważała go tylko za dziwnego chłopaka bez perspektyw na życie. Sam nawet nie zauważył kiedy po bladym policzku spłynęła przeźroczysta łza. Podniósł spojrzenie na obraz i zagryzł dolną wargę. Otarł ją szybko i podszedł do okna. Spojrzał z góry na rozświetlony nocą Londyn. Mimowolnie zerknął na ulicę, poszukując wzrokiem mamy. Nie ujrzał jej. Przemknął opuszkami palców po szkle, z którego drugiej strony krople deszczu urządziły sobie wyścig, kiedy poczuł w spodniach wibrację  Szybko więc wygrzebał z kieszeni komórkę i przemknął palcem po dotykowym ekranie po czym odczytał SMSa jakiego mu wysłała.
Przepraszam, musiałam zostać. Baw się dobrze. Mama.
Te siedem słów sprawiło, że serce chłopaka po raz kolejny się rozpadło. Wziął głęboki wdech, zablokował ekran i odsunął się od wielkiej szyby. Otarł buzię ze słonych łez, które znikąd się tam pojawiły i odwrócił ponownie do gości wystawy. Wzrokiem napotkał mężczyznę, który lawirował pomiędzy eleganckimi ludźmi z tacką, na której stały w równym rządku wysokie kieliszki ze złotym szampanem. Nigdy nie pił, nawet jego, ale dzisiaj czuł, że bez odrobiny alkoholu zwariuje  Z kieliszkiem w smukłej, niemalże kobiecej dłoni ruszył między ludźmi, chcąc obejrzeć bardziej szczegółowo wszystkie prace. Chciał wreszcie zacząć zachowywać się profesjonalnie  A więc chwilę rozmawiając z poszczególnymi ludźmi, którzy go zaczepili, z delikatnym uśmiechem kręcił się od obrazu do obrazu. Rozejrzał się, kiedy dojrzał w kącie postać Zayna, bezwstydnie mu się przyglądającą. Zmarszczył zabawnie nos, ale nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Podszedł do pracy jakiegoś Nicholasa i uważnie ją obejrzał, wyłapując na niej nic więcej jak czystą technikę. Nic, zero jakichkolwiek uczuć, które z pracy Tomlinsona wręcz się wylewały. Nie było w niej nic szczególnego, co mogłoby zwrócić na siebie swoją uwagę. Louis odwrócił się ponownie do swojej pracy, a widząc grupkę osób przy swoim dziele, upił mały łyk złotego, musującego napoju z kieliszka. Podszedł ponownie do swojej pracy, kiedy kątem oka zauważył, jak jeden z mężczyzn pyta o coś nauczycielki plastyki. Gdy ta wskazała na niego,  Lou szybko udał, że jest pochłonięty oglądaniem pracy nieznanej mu Mariah, ale szczerze mówiąc, za grosz go ona nie interesowała.
- Przepraszam, czy Pan to Louis Tomlinson?
Chłopak odwrócił się przodem do starszego mężczyzny. Drogi garnitur, złoty zegarek, sygnet... Wszystko było z takim przepychem, że Louis'emu aż niedobrze się zrobiło. Jednak ukrył to w sobie i uśmiechnął się delikatnie.
- Tak, to ja.
Powiedział cicho, uśmiechając się niepewnie. Uścisnął, wyciągniętą w jego kierunku dłoń i spojrzał turkusowymi oczami w te bladozielone faceta przed nim. Kojarzył mu się, nie wiadomo dlaczego, z filmem "Faceci w czerni", albo z jakąś gangsterską mafią... Szybko zganił się za podobne myśli i skupił całkowitą uwagę na słowach, jakie do niego wypowiadał.
- Nazywam się Thomas Winston i chciałbym kupić Pana obraz.
- Ten, co tu wisi?
Tomlinson zmarszczył nos, kiedy mężczyzna skinął głową. Miałby sprzedać swoją najlepszą pracę?
- Obawiam się, że to nie możliwe.
Powiedział po chwili namysłu, patrząc na niego uważnie. Wypuścił ze świstem powietrze z ust i podsunął pod usta kieliszek, by do końca wypić swojego szampana.
- Dam za niego 1 000 funtów.
Chłopak aż się zakrztusił. Tysiąc funtów za jego obraz?! Przecież to nie możliwe! Kiedy już złapał oddech, spojrzał ponownie na swoją pracę i zagryzł delikatnie wargę. Uparcie jednak pokręcił głową.
- Nie, nie chcę go sprzedawać.
Powiedział hardo.
- 1 500 funtów. Gotówką. Od ręki.
Louis'emu aż ciepło się zrobiło, jednak wciąż był uparty. Miał pieniądze, nie potrzebował ich, przynajmniej nie na chwilę obecną. Pokręcił zażarcie głową i zmarszczył zabawnie brwi.
- Nie, to niemożliwe. Ten obraz jest dla mnie szczególnie ważny i nie sprzedam go. Przepraszam.
Powiedział i by uniknąć dalszej konfrontacji z panem Winstonem, odwrócił się, podchodząc do kolejnej pracy. Mężczyzna zrezygnowany więc również opuścił swoje miejsce , a następnie wyszedł z hali. Louis spojrzał ponownie na swój obraz, zastanawiając się chwilę czy dobrze zrobił. Wiedział jednak, że ten obraz jest dla niego za cenny. Bo przedstawiał jego i mamę, kiedy jeszcze ta nie była zbyt zajęta każdym napotkanym facetem. Pod tytułem 'szczęście' kryło się jego dzieciństwo. A jego nie sprzeda za żadne pieniądze.

Zayn uparł się, by tu przyjść, więc Liam nie miał innego wyjścia, jak tylko iść z przyjacielem na wystawę malarską, która odbywała się w Galerii Calvert 22. Dla Louis'ego musiało być to duże wyróżnienie, natomiast Zayn był niesamowicie dumny z tego chłopaka. Liam był pod wrażeniem, jak bardzo potrafi poświęcić się Malik dla kogoś, z kim zamienił dwa słowa. Ale posłusznie ubrał na siebie ciemne jeansy, białą koszulę i krawat, rezygnując jednak z marynarki. Spojrzał na Mulata ubranego w idealnie dopasowany garnitur, przy czym wywrócił oczami.
- Odwaliłeś się jakbyś szedł na randkę.
Powiedział, ale posłusznie wsiadł do auta chłopaka, świadom, że w drodze powrotnej to on będzie prowadził. Spojrzał na Malika za kierownicą i posłał mu blady uśmiech.
- Przypomnij mi, dlaczego z tobą jadę?
Zapytał chłopak, przeczesując swoje włosy.
- Bo jesteś moim przyjacielem.
Odpowiedział cicho, skupiając się na jeździe. Pogoda była iście angielska, a oni już byli spóźnieni. Czemu akurat teraz, na ich wyjście musiało zacząć padać?! Zatrzymał się pod odpowiednim budynkiem i szybko wbiegli do środka, nie chcąc zmoknąć za bardzo. Oddali do szatni swoje kurtki, po czym podeszli do windy. Zayn drżącą dłonią nacisnął przycisk ze strzałeczką, nerwowo poprawiając swoją marynarkę i brązowy krawat, który podkreślał jego oczy. Przynajmniej tak twierdziła jego mama, gdy go wiązała.
- Spokojnie, Zayn. Pewnie denerwujesz się bardziej niż sam Louis.
Zauważył, klepiąc przyjaciela po ramieniu. Ten tylko obrzucił go nieprzyjaznym spojrzeniem i wszedł do małego pomieszczenia, zapominając o swojej fobii  Kiedy jednak drzwi się zamknęły chłopak kurczowo złapał się ramienia Liama, tracąc na chwilę oddech.
- Spokojnie, Zayn. Uspokój się, zaraz będziemy, nie ma sie co denerwować.
Zaczął mówić cicho Payne, widząc panikę w oczach przyjaciela. Na szczęście po niecałych trzydziestu sekundach cichy dźwięk oznajmił że zatrzymali się już na piątym piętrze. Drzwi się otworzyły i dwójka przyjaciół stanęła na korytarzu. Zayn wziął głęboki oddech, chcąc zapanować nad drżeniem rąk. Chwilę zajęło mu doprowadzanie się do porządku  zanim nie weszli na główną salę. Mulat od razu zaczął rozglądać się za Louis'm, a kiedy dostrzegł go przy szybie płaczącego, coś  nim pękło. Miał wielką ochotę podejść i przytulić go, chociaż wiedział że nie może. Stanęli więc z Liamem w kącie, Payne śledząc wzrokiem lokowatą dziewczynę która przyszła tu z rodzicami, a Malik obserwując Tomlinsona. Widział jak próbuje wziąć się w garść, jak dziarsko wnika w tłum ludzi, oglądając różne prace. Musiał chwilę przyzwyczaić się do widoku swojej miłości bez farby na ubraniu, skórze i włosach, a w garniturze, seksownym nieładzie i powagą na twarzy. Miał wrażenie, że teraz chłopak wygląda jeszcze bardziej pociągająco niż wcześniej. Po chwili ich spojrzenia się spotkały, więc piłkarz posłał mu delikatny, pokrzepiający uśmiech. Widząc jak zaskoczony jego obecnością marszczy nos i odwraca się do jakiejś pracy westchnął cicho. Po chwili odszukał pracę Louis'ego i uśmiechnął się ponownie, jednak subtelnie. Podszedł bliżej, uważnie śledząc każdy milimetr kwadratowy pracy. Nie znał się, ale widział te wszystkie uczucia, jakie zamieścił w nim malarz. Spojrzał na tytuł, od razu zauważając, że jest on trafiony w dziesiątkę. Szczęście. Zayn stał chwilę myśląc, co on by namalował, jeśli miałby taki temat. Zakładając oczywiście, że potrafiłby malować. Po chwili głębszego namysłu doszedł do wniosku, że namalowałby dwie osoby, które sprawiały, że był najszczęśliwszy, a byli to Louis i Liam. Po chwili poczuł dłoń tego drugiego na swoim ramieniu, więc odwrócił się. Wziął od niego kieliszek szampana, jaki mu podał i uśmiechnął wdzięcznie.
- To jego praca?
Zapytał Liam, spoglądając przelotnie na plakietkę z podpisem. Chłopak pokiwał głową, na co Payne zlustrował wzrokiem obraz. Musiał przyznać, że miał talent. Za ten talent połowa szkoły go nie lubiła, co nawet w jego dobrze rozgarniętej główce się to nie mieściło. Zayn natomiast ponownie odnalazł spojrzeniem Louis'ego, który rozmawiał z jakimś wyraźnie nadzianym facetem. Widząc że zaczyna się krztusić, jednak uparcie kręcąc głową, domyślił się, że chodzi o coś ważnego dla niego. Zayn tak bardzo chciał wiedzieć o co chodzi!
W poniedziałek już od pierwszej przerwy wypatrywał Louis'ego na szkolnym korytarzu. Znalazł go jednak dopiero na trzeciej, kiedy wychodził z sali od plastyki. Zayn pomyślał, że teraz wygląda tak, jak powinien. Fioletowa farba we włosach, żółta na policzku i czerwono pomarańczowa na błękitnej koszulce. Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na niego z błyskiem w oczach. W jego mniemaniu cokolwiek Louis miał na sobie, zawsze będzie kolorowy. To było pierwsze skojarzenie jakie z nim miał. Louis nakładał barwy na jego świat.

6 komentarzy:

  1. Mój kolejny kochany rozdział♥
    Uwielbiam tą historia, mimo tego, że dopiero sie zaczęła!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział, bardzo mi się podoba :)
    Będę tu wpadać i przy okazji zapraszam do siebie na
    http://turn-back-time-with-one-direction.blogspot.com/ :) Jeżeli możesz informuj
    mnie o nowych :) x

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie rozdział wyszedł IDEALNIE! :) Będę czekać na następny, a przy okazji serdecznie zapraszam Cię na: http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest zajebiste *______*
    Możesz mnie informować? @Zaawsze_Spoko

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe opowiadanie nie powiem :)
    Jakbyś mogła mnie informować?? @Wariatka_1996

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero teraz znalazłam ten blog i muszę powiedzieć, że mnie zachwyciłaś :) już go uwielbiam i czekam na kolejne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń