piątek, 4 stycznia 2013

Prolog: Każdy dzień jest jak puste płótno

 Louis nie przejmował się niczym. Miał gdzieś, że gdy wychodził z sali od malarstwa miał pomarańczową farbę w kasztanowych kosmykach włosów, fioletowo-zielone palce i czerwono-żółtą smugę na policzku. Jego oczy błyszczały, kiedy przemierzał korytarz, ubrany w bluzkę w szare paski, czerwone rurki i czarne szelki. Na ustach błądził mu delikatny uśmiech, kiedy wchodził na szkolny dziedziniec. Harry spojrzał na przyjaciela i rozbawiony pokręcił głową.
- Jaki mieliście temat?
Zapytał z uśmiechem, ścierając mokrą chusteczką kolorową emulsję z buzi przyjaciela.
- Szczęście.
Louis uśmiechnął się radośnie, ukazując swoje proste, białe ząbki. Harry odwzajemnił jego promienny uśmiech, ciesząc się, że chłopak jest wesoły.
- I? Co namalowałeś?
Zadał kolejne pytanie, czekając aż chłopak podzieli się z nim swoim pomysłem.
- Szczęście.
Odpowiedź Tomlinsona wcale go nie zdziwiła. Sprawiła jednak, że mógł wymyślać to, co powstało na płótnie przyjaciela kilkanaście minut temu, kiedy siadali pod drzewem by spokojnie zjeść lunch.

Zayn nie był wyjątkowo radosnym nastolatkiem. Śmiał się, bo musiał. Siedział na swoim miejscu, na murku pod szkołą, wraz z resztą drużyny footballowej i udawał, że słucha swojego kolegi, kiedy ten z wielkim zaangażowaniem opowiadał mu plany na randkę z jego dziewczyną. Kiwał głową co jakiś czas, kiedy ujrzał ujrzał jego na dziedzińcu. Farba we włosach, na buzi, palcach... Uśmiechnął się pod nosem, widząc beztroskie oblicze chłopaka. Czekoladowe tęczówki śledziły każdy ruch nastolatka, z którym miał jedynie język angielski i muzykę. To były te dwie lekcje, osiem godzin w tygodniu, które spędzał na zerkaniu na chłopaka, siedzącego z reguły ławkę przed nim w rzędzie obok. Nie mógł zrozumieć, jak chłopak może być tak beztroski. Zupełnie jakby nie zauważał, że 90% szkolnego towarzystwa go nie lubi. Zayn nie wiedział dlaczego pałają do niego niechęcią. Malik mu zazdrościł. Zazdrościł mu tego, że potrafi nie przejmować się swoją reputacją i w 100% poświęcać temu, co robi i co kocha.

Według każdego Louis był dziwakiem. Wiele uważało go za geja, chociaż on sam nigdy się nie zdeklarował, że jest homoseksualny. Każdy nim pomiatał, ignorował i uważał za śmiecia lub gdy się nudził, robił z niego kozła ofiarnego. Nikt nigdy jednak nie podniósł na niego ręki. Zayn nie pozwoliłby na to.

2 komentarze:

  1. *o*
    Jeszcze NIGDY nie spodobał mi się, aż tak prolog na ŻADNYM blogu.
    aaa czytam ich bardzo wiele!
    Czekam na pierwszy rozdział *o*
    Ten wstęp bardzo mnie zainteresował...

    ps. jeżeli mogę dać Ci jedną radę... pisz tak jak piszesz tj. w osobie 3... teksty pisane w trzeciej osobie zawsze moim zdaniem wyglądają lepiej niz pisane w pierwszej osobie. Są bardziej estetyczne :)

    twitter: @Jassie_Ziam

    informuj mnie o każdej nowej notce!

    ps.2 gdy dodaje się komentarze to wyłącz wpisywanie kodu z obrazka bo to często odpycha komentujących, którzy są na tyle leniwi, że nie chce im się przepisać tego kodu i często rezygnują z komentarza, który może sprawić, że na twojej buźce na długooo zagości uśmiech ;)

    Pozdrawiam Kasia ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny !
    Jesteś jedną z nielicznych osób , które potrafią tak mnie wciągnąć w czytanie.
    Czekam na dalszą część
    P.S. Możesz mnie informować na tt ? @69_days_

    OdpowiedzUsuń